piątek, 15 czerwca 2012

Rozdział 5. List.


-Julka, opowiedz mi wszystko.-poprosiła przyjaciółka. Siedziałam obok niej, ręce strasznie mi drżały. Zaczęłam swoją długą opowieść o imprezie. Co jakiś czas Justyna przytakiwała i dopowiadała coś od siebie. W przeciwieństwie do mnie, niewiele pamiętała. Po 10 minutach skończyłam. Strasznie zaschło mi w gardle, więc wzięłam nową butelkę wody i odkręciłam ją. Zimny napój wlał mi się do gardła. Natychmiast poczułam orzeźwienie. Zakręciłam ją  i  z powrotem i odłożyłam na stół.
-To strasznie.-odezwała się Justi. Jej oczy patrzyły w jeden punkt. Widocznie przetwarzała informacje.
-Wszystko słyszałam.-Ola weszła . Twarz miała bardzo smutna, ręce złożone. –Naprawdę? Naprawdę jestem taka okropną siostrą?-zapytała. Popatrzyła na Justynę, ta szybko spuściła wzrok. Spojrzała na mnie. Nie doczekała się odpowiedzi. Olka zawsze jest taka, trzeba przyznawać jej rację jak coś jest dobrze na nią, a jak źle to trzeba mówić, że tak naprawdę nie jest. Wszystkich chciała podporządkować sobie. Nie lubiłam jak była taka, ale z drugiej strony było mi jej żal. Kiedyś była inna. Po śmierci ojca, zmieniła się.
-Gdzie on jest?-Ola miała już łzy w oczach. Wstałam i podeszłam do niej, mocno ją przytuliłam. Wiedziałam, że szczerze żałuje tego co się stało.
-Poszukam go.-Odpowiedziałam i zrobiłam to co obiecałam. Po drodze założyłam kurtkę i ubrałam buty.  Wyszłam na świeże powietrze, słońce delikatnie grzało mnie w twarz. Usiadłam na schodach i zastanawiałam się, gdzie może być Darek. No jasne!-krzyknęłam w duchu i natychmiast pobiegłam w stronę małego lasku. Jak jeszcze żył ojciec Olki i jej brata, cała trójka wybudowała tam mały domek na drzewie. Wstawili też ławeczkę i stolik. Od czasu śmierci pana Marka, Ola tam nie zajrzała. Minęłam brzozę, naszą wyjątkową brzozę. Kilka lat temu wyryłyśmy na niej napis ‘J+O+J=P’ czyli:  ‘Justyna+Ola+Julia=Przyjaciółki’ uśmiechnęłam się. Od tamtej chwili minęła chyba wieczność. W głowie zaczęły pojawiać się obrazki z dzieciństwa. Małe rozczochrane dziewczynki z rozbitymi kolanami, beztrosko bawiące się. Jeszcze wtedy nie wiedziałyśmy jakie mogą mieć problemy dorośli. Teraz uważamy siebie za znawczynie, a tak naprawdę za te 10 lat popatrzymy na nasze życie i przypomnimy sobie, ze te problemy które wtedy wydawały nam się ogromne i ledwo rozwiązywalne, są z prawdziwymi problemami niczym. Tak to jest, człowiek niczego tak do końca nie wie. Po moich rozważaniach ruszyłam w stronę domku. Natychmiast w oczy, jak zwykle rzucił mi się stolik. Pomalowany kiedyś na neonowy pomarańczowy, dziś trochę wyblakły ale, nadal widziałam go jako pierwszą rzecz, przychodząc tam. Po niecałej minucie stałam już przy drabince prowadzącej na domek. Byłam pewna, że jest tam Darek. Wzięłam głęboki oddech i chwyciłam drabinkę. Nienawidziłam wysokości. Zawsze panikowałam, nawet gdy byłam 4 metrów nad ziemią. Wszystko przez to ze w dzieciństwie spadłam z kilku metrów i stąd wzięła się moja fobia. Nic takiego się nie stało, lekko się podrapałam, ale lęk został. ‘nie ma się czego bać. Parę szczebli i już jestem na górze’-myślałam i w duchu dodawałam sobie otuchy. Ruszyłam, pomału. Wreszcie ujrzałam Darka, siedział po turecku. Wokoło dużo zdjęć. Rodzeństwo trzymało tutaj albumy ze zdjęciami. Podniosłam jedno z drewnianej podłogi, ujrzałam na nim Olę i jej ojca. Przytulali się. Podniosłam następne. Na nim byliśmy my. Wesoła czwórka dzieci. Mieliśmy tedy około 6-8 lat. Łzy poleciały same. Wspomnienia. To jest najlepsze. Trzeba robić wszystko, żeby życie było cudowne. Czułam się ogromnie samotna, schowałam twarz w dłoniach, a chwilę później poczułam ciepłe dłonie Darka na moich. Podniosłam głowę i popatrzyłam na niego. Jego brązowe oczy patrzyły na mnie z czułością. Patrzyły na mnie jak nikt inny tak na mnie nie patrzył.
-Dziękuję, że jesteś.-powiedziałam przez łzy.
-Ciii..-uciszył mnie.-dziękuję, że ty jesteś. – to stało się tak szybko, Darek powiedziawszy to, chwycił moją twarz i lekko przyciągnął ją do siebie. Drugą trzymał mnie w tali, popatrzył w moje oczy. Jego usta zbliżyły się do moich. Poczułam ciepło niego warg, trwało to chwilę. Oszołomiona nie wiedziałam co mam zrobić. Poczułam, że trochę się zarumieniłam. Pierwszy raz całowałam się z chłopakiem. Nagle on przemówił:
-Jaki ja byłem głupi.-nie rozumiałam o co mu chodzi. Nadal patrzył na mnie. Pomyślałam, co ja mogłam zrobić, co on sądzi że był głupi. Czy to chodzi o pocałunek. Zesmutniałam.-Traktowałem cię jak siostrę, wreszcie zrozumiałem.-‘do jasnej cholery! Co on zrozumiał? O co chodzi?’-myślałam i myślałam. Serce zaczęło mi bić, jak oszalałe.-Wiesz, nic nie musisz mówić. Dobrze, że jesteś.-Motyle zaczęły fruwać mi w brzuchu, ogarnęła mnie fala gorąca.-Dobrze, że to napisałaś, dzięki temu dowiedziałem się o twoim uczuciu. Czuje to samo. Naprawdę, jesteś dla mnie ważna.-podał w moją stronę kartkę. Małą, poskładaną. Otwarłam ją i natychmiast pożałowałam. Napisałam z list, ale nie chciałam go wysłać. Napisałam go, ponieważ czułam się opuszczona, chciałam to co czuję wylać na papier. Nie wiedziałam jakim cudem, znalazł się on w rękach Darka. Mimo jego wyznaniu, poczułam się jak kompletna kretynka, mała dziewczynka, która podkochuje się w bracie przyjaciółki. Wstałam i uciekłam, tak po prostu. Schodząc w pośpiech z drabinki, spadłam z kilku szczebli i poczułam ból w kostce. Byłam taka zła na siebie, że nie myślałam o tym, że boję się wysokości, chciałam tylko uciec. uciec z dala od Darka. Z daleka usłyszałam jego głos:
-Julka! Proszę! Nie uciekaj!-krzyczał, ale ja nie posłuchałam. Biegłam dalej jak opętana. W rękach trzymałam ten list. Wróciłam do domu Olki. Wpadłam z hukiem do pokoju kumpeli, dziewczyny siedziały na łóżku, zabrałam szybko torebkę z ubraniami. Nie chciałam patrzeć w ich stronę, ale czułam na sobie ich wzrok.
-co jest? Zapytały równocześnie przyjaciółki. Nie odpowiedziałam im, weszłam do łazienki i przekręciłam zamek. Ściągnęłam z siebie ubrania, jeszcze z wczoraj i weszłam pod prysznic. Puściłam zimną wodę, dla orzeźwienia. Teraz dopiero poczułam głód. Od rana nic nie jadłam, wczoraj wieczorem też. Strużki wody lały się po mnie a ja stałam i myślałam, co dalej. Moją lekko, obolała kostkę posmarowałam żelem.  Po około 15minutach musiałam wyjść. Przerażała mnie myśl, że naprzeciwko łazienki jest pokój Darka, a co jeśli on tam był? Zabrałam torebkę i wzięłam głęboki oddech. Otwarłam drzwi, po cichu. Popatrzyłam prosto i ujrzałam go, patrzył na mnie.