piątek, 20 kwietnia 2012

Prolog

            Ubrałam słuchawki  na uszy i usłyszałam cudowny  głos ciach  z One Direction. Trzasnęłam drzwiami domowymi. Na moje ciemne włosy zaczęły spadać kropelki deszczu.  Ubrałam kaptur, plecak zarzuciłam na prawe ramię i pognałam w stronę gimbusu. Po drodze, kolejno mijałam sąsiadki, które patrzyły na mnie chamskim wzrokiem i odpowiadały nieszczerze na moje ‘dzień dobry’.  Siliłam się na miły uśmiech, jednak one go nie odwzajemniały. ‘Zniszczony bachor’- tak myślały o mnie, 16-letniej dziewczynie, która wychowała się w niepełnej rodzinie. Mój ojciec odszedł  od nas, gdy byłam jeszcze małą dziewczynka. Zostawił nas tak po prostu. Dochodziłam  już do przystanku, przy którym stały dzieciaki z podstawówki. Od razu je przegoniłam. Może i było to trochę niemiłe z mojej strony, ale  chciałam posłuchać w spokoju muzyki, a nie rozdartych małych, bogaczy którzy jeszcze nie wiedziały co to jest prawdziwe życie. Chciałabym mieć jeszcze po tyle lat co oni, nie przejmować się niczym, a w gimnazjum życie wygląda dużo inaczej. Tym bardziej trzecia klasa, wybór szkoły, testy, dużo stresu.
            Stałam tak i nagle poczułam silne uderzenie w ramię, natychmiast obróciłam się w stronę osoby od której dostałam strzała. To Renata, szczerzyła do mnie zęby. Jak ją zobaczyłam, ściągnęłam słuchawki i wyłączyłam muzykę w telefonie. Nie chciałam, żeby usłyszała czego słucham. Uważała, że  One Direction to pedały. Takie jak Justin Bieber, a prawda jest inna. Kocham ten zespół,  a chłopacy wcale nie są tacy jak ona ich ocenie. Zerknęłam na Renię, ładnie ułożone, blond loki dodawały jej niesamowitego uroku. Do tego te rumieńce i niebieskie oczy które podkreślały jej piękne rysy twarzy. Kumpluję się z jedna z najładniejszych dziewczyn w szkole, szkoda tylko, że jest taka fałszywa.

3 komentarze: